20 maja 2010

04 maja 2010

Po trupach do celu ...

Idealanie wpasowuje się w motto tego bloga ... kolejny dzień otaczającej nas rzeczywistości.

13 maja 2008

Do You Speak English?

Miało nie być o pracy. Miało bo tak postanowiłem, bo jest nie etycznym publicznie komentować decyzje firmy będąc jednocześnie z imienia i nazwiska w oficjalnej strukturze. Miało ... ale będzie bo za przeproszeniem chuj mnie strzelił jak zobaczyłem dziś w skrzynce następującego mejla:


please keep the rule of the company which says "Language lessons not in the business hours in meeting rooms"
This time in SF is from now on from 08:00 to 18:00.
No language lessons during these times in meeting rooms.
Please distribute this also to other asssitnants in SF.


Autorem dekretu jest Pan Łupu Cupu, który ostatnimi czasy słynie z podejmowania głupich decyzji, które są przejawem ignorancji i chęci pokazania "jaki ja ważny jestem".

Co do samego dekretu to OK, angielski nie jest liczony jako czas pracy ale zakaz organizowania lekcji w meetingroomach to jawna nadinterpretacja. Padła propozycja by zajęcia odbywały się w salach szkoły językowej. Super, ja jestem w stanie poświęcić 3h na takie zajęcia ale na pewno nie będę tego potem odrabiał bo komuś się zachciało bym jeździł po całym mieście tracąc czas w korkach. Po drugie angielski jest opłacany z naszego budżetu szkoleniowego wiec należy go traktować jak każde inne szkolenie. Jeżeli nie można organizować szkolenia tego typu w meetingroomach to zakażmy w ogóle wszelkich szkoleń w tych pomieszczeniach. Oczywiście firma pierdoli o rozwoju pracownika, wielkim budżecie szkoleniowym, wieloletnich perspektywach etc. Jak niby mamy je wykorzystać skoro nikt nie stwarza warunków a wręcz przeciwnie, mnoży przeszkody na drodze do realizacji ?

Cała akcja rozpoczęła się po mejlu jednego z pseudo manago, który próbował zorganizować sale "na ostatnią chwile" co w warunkach SF jest niemożliwe. Pisze pseudo bo normalni, myślący ludzie, znający realia i potrafiący efektywnie zarządzać swoim i innych czasem zaplanowali by to ze sporym wyprzedzeniem. Oczywiście najłatwiej jest wyeskalować problem, robiąc z igły widły. Cóż jak powiada korporacyjna mądrośc "jak manago dupa to i najlepsza metodologia nie pomoże" ...

13 grudnia 2007

Lekcje życia w korporacji

LEKCJA PIERWSZA

Mąż idzie pod prysznic, spod którego chwilę wcześniej wyszła żona. Nagle dzwoni dzwonek od drzwi. Po kilku sekundach sprzeczki o to, kto powinien otworzyć, żona poddaje się, ciaśniej zawija ręcznik i biegnie po schodach na dół. Kiedy otwiera drzwi, widzi, że to sąsiad z naprzeciwka. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, sąsiad składa jej propozycje: da jej 1000zł, jeśli odwinie ręcznik i rzuci go na podłogę. Żona po chwilowym namyśle zgadza się, pozbywa się ręcznika i staje przed sąsiadem kompletnie naga.

Sąsiad po kilku sekundach daje jej pieniądze i odchodzi bez słowa.
Zdziwiona, ale uradowana zarobkiem, owija się ręcznikiem, wraca do
łazienki, żeby dokończyć suszenie włosów. Mąż pyta:
-- Kto to był?
-- Sąsiad.
-- A oddał może w końcu mojego tysiaka?

Morał: Jeśli będziesz dzielił się ze swoimi akcjonariuszami ważnymi
informacjami na temat kredytów, wierzytelności i ryzyka, możesz zapobiec zbędnym wydatkom.




LEKCJA DRUGA

Jedzie ksiądz samochodem, nagle zauważył na poboczu zakonnicę. Zatrzymał i zaproponował, że ją podwiezie. Zakonnica zgodziła się. Kiedy wsiadła, założyła nogę na nogę, co spowodowało odchylenie się poły sukni, pod którą ksiądz zobaczył wspaniałą nóżkę. Niestety, ponieważ co chwila zerkał, prawie doprowadził do wypadku. Kiedy odzyskał panowanie nad samochodem, postanowił spróbować szczęścia - położył dłoń na kolanie zakonnicy. Ta spojrzała na niego i zapytała:
- Ojcze, czy pamiętasz psalm 42?
Ksiądz zawstydził się, ale zabrał rękę i przeprosił. Jednak mimo wszystko ciągle zerkał. Po chwili, pod pretekstem zmiany biegu, znów jego dłoń spoczęła na jej kolanie. Zakonnica znów zapytała:
- Ojcze, czy pamiętasz psalm 42?
Ksiądz ponownie przeprosił - "przepraszam siostro, ciało jest słabe" i zabrał rękę. Kiedy dojechali na miejsce, ksiądz szybko pobiegł do swojego pokoju, otworzył Biblię i poszukał psalmu 42. Po chwili znalazł i jego wzrok padł na słowa: "Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże!"

Morał: Bądź dobrze poinformowany w dziedzinach dotyczących swojej pracy, bo inaczej możesz przegapić niezłą okazję.




LEKCJA TRZECIA

Przeważnie pracownicy najniższego szczebla grają w piłkę nożną. Menadżerzy średniego szczebla wolą tenis, samo szefostwo zaś gra tylko w golfa.

Morał: W miarę jak wspinasz się po korporacyjnej drabinie, twoje kulki się zmniejszają. Pamiętaj o tym!




LEKCJA CZWARTA

Sprzedawca, zaopatrzeniowiec i ich szef znaleźli starą lampę oliwna. Jak zwykle przy takim znalezisku, okazało się, że jest w niej dżin, który obiecał spełnić im po jednym życzeniu.
Pierwszy wyrwał się sprzedawca:
-- Chciałbym być na Wyspach Bahama, pływać ścigaczami, bez trosk, bez problemów o nic.
Puf -- znikł. Następny był zaopatrzeniowiec:
-- Chcę być na Hawajach, leżeć na leżaku, być masowanym przez moją
osobistą masażystkę, z nieskończonym zapasem pinacolady pod ręką.
Puf -- znikł. Przyszła kolej na życzenie szefa.
-- A ja chcę, żeby ta dwójka była w biurze za pół godziny.

Morał: Zawsze czekaj, aż szef powie swoje.

19 października 2007

Orędzie do Narodu

Mordo ty moja
Pisze dzis bo ja
Nie moge patrzec
Na tego gnoja
Ta kaczka dziwaczka
Kwacze jak sraczka
Wiec trzeba zaradzic
Czop w dziub jej wsadzic
By nigdy wiecej
W takiej udrece
Nie byl nasz kraj
Dlatego wnosze
Dosraj mu prosze
W niedziele przy urnie
Niech znikna durnie
PiSowskie pomyje
Niech lepiej sie zyje...



... o kurwa ale sie dzis rozpisalem :P to jeszcze ten :)

18 września 2007

Spot wybiórczy

Jarosław Kaczyński zginął w tragicznym wypadku. Jest przyjęty w niebie przez Św.Piotra, który rzekł :
- "Witamy ! Ale najpierw musimy załatwić drobny problem... Tak rzadko widujemy tu premierów, że nie jesteśmy pewni,co mamy z Tobą zrobić.
Szef chce, żebyś spędził jeden dzień w piekle i jeden dzień w niebie. Potem musisz wybrać miejsce, w którym będziesz chciał spędzić wieczność."
- "Ależ ja już zdecydowałem, chcę zostać w niebie"
- "Żałuję, ale mamy swój regulamin."
Św. Piotr prowadzi Jarosława do windy, która wiezie go do piekła.
Gdy drzwi otworzyły się, znalazł się na znakomitym, zielonym polu golfowym.
Słońce świeci na bezchmurnym niebie i jest łagodne 25°C. W dali rysuje się wspaniały pawilon klubowy. Przed budynkiem jest jego ojciec, ksiądz dyrektor i premier Jan ....
Jest tu także m.in. znaczna część prawicy. Wszystkie te piękne postacie zabawiają się, szczęśliwi, ubrani elegancko, choć swobodnie. Podążają na jego spotkanie, ściskają go serdecznie i rozpoczynają się wspomnienia z przeszłości i homeryckie debaty (ha! ha!). Zagrali przyjacielską partię golfa, potem zjedli wystawny obiad z kawiorem i homarem.
Diabeł zachęca
- "Wypij jeszcze Margheritę i wypocznij sobie, Jarku"
- "Och, no ... , nie mogę pić, złożyłem przysięgę"
-"E tam, mój drogi, tu jest piekło. Możesz jeść i pić wszystko co chcesz bez obawy. Od tej chwili będzie tylko coraz lepiej !"
Kaczyński wypija swój koktajl i zaczyna nabierać przekonania, że diabeł nie jest tak straszny, jak go malują. Jest grzeczny, opowiada niezłe kawały, lubi zabawne sytuacje itd.
Bawili się tak dobrze, że nawet nie zauważyli kiedy minął im czas... W końcu nadeszła godzina odejścia. Wszyscy przyjaciele uścisnęli go i Kaczyński wsiadł do windy wiodącej do nieba.
Święty Piotr oczekiwał go przy wyjściu.
- "Teraz pora na wizytę w niebie" - rzekł mu staruszek, otwierając drzwi do raju.
Przez 24 godziny Kaczyński miał przebywać z Turowiczem, Giedrojciem, Szczepańskim, Kisielewskim, całym bractwem życzliwych i madrych ludzi przechadzających się po Polach Elizejskich, rozprawiających na tematy znacznie ciekawsze niż pieniądze i traktujących się z kurtuazją.
Żadnego złego zagrania ani świńskiego kawału; żadnego zachwycającego pawilonu
klubowego, tylko zwykła jadłodajnia, brzozy, sosny ...
Jako że ludzie ci nie należeli do bogaczy, nie znalazł tu nikogo dobrze znanego, nikt też w nim nie rozpoznał ważnej osobistości ani kogoś wyjątkowego.
Gorzej ! Jezus był tu kimś w rodzaju hippisa, osobą nieodpowiedzialną, która wciąż mówi tylko o "wieczystym pokoju" i powtarza w nieskończoność komunały bez wyrazu :
- "Wygnać przekupniów ze Świątyni",
-"Trudniej będzie bogaczowi wejść do mojego królestwa, niż wielbłądowi przejść przez ucho igielne" itd.
Gdy dzień skończył się, Święty Piotr wrócił ...
- "No, Jarosławie, teraz musisz wybrać."
Kaczyński zastanowił się przez minutę i odrzekł :
- "Nigdy nie przypuszczałem, że dokonam podobnego wyboru. Ech,dobra. Stwierdzam, że niebo jest ale jestem przekonany, że będę czuł się znacznie swobodniejszy w piekle, wśród moich przyjaciół."
Święty Piotr odprowadził go aż do windy i Jarosław Kaczyński zjechał znowu do piekła .
Gdy drzwi otworzyły się, znalazł się w środku wielkiej równiny,wypalonej i pustej, pokrytej toksycznymi wylewami i odpadkami przemysłowymi. Z przerażeniem dostrzegł wszystkich swoich przyjaciół na kolanach, powiązanych wzajemnie łańcuchami, którzy zbierali śmieci, aby je wrzucać do wielkich, czarnych worów. Stękali z bólu, zanosili skargi na swoje tortury; ręce i twarze mieli czarne od brudu.
Diabeł zbliżył się, obejmując go za ramiona swoją włochatą i śmierdzącą łapą.
- "Nie rozumiem - bełkotał Kaczyński w stanie szoku - wczoraj, było tu pole golfowe i pawilon klubowy. Jedliśmy kawior i homara i podpiliśmy sobie wesoło.
Podskakiwaliśmy jak zające i bawiliśmy się świetnie
...Teraz widzę tylko pustynię wypełnioną nieczystościami i wszyscy mają wygląd żałosny."
Diabeł spojrzał na niego, uśmiechnął się i szepnął do ucha :
- "Wczoraj mieliśmy tu kampanię wyborczą; dzisiaj zagłosowałeś na nas !!!!!!!!"

03 sierpnia 2007

X-Games

Jeżeli nie widzieliście tego jeszcze to musicie to zobaczyć. Ostrzegam, że filmik jest dla widzów o mocnych nerwach.