ajemnica. Skrzynia pełna tajemnic. Cały tir skrzyń pełnych tajemnic. Cały parking tirów. Nie wiem, ile ich mam. Czasem marzę, aby być już sędziwą staruszką, która doświadczona przez życie, ze zmarszczkami mądrości na twarzy, może sobie pozwolić na uwalnianie tych skrzydlatych ptaków z ciasnych klatek. A one rozpostarłyby zmęczone i zastygłe skrzydła i początkowo nieśmiało a potem z całą energią, uleciałyby gdzieś w nieznane, niezauważone.
No właśnie, pewnie nawet gdybym teraz je uwolniła, nikt by ich nie zauważył. A nawet gdyby, niewielu zwróciłoby na nie uwagę. Ptak jak każdy inny. Skrzydła, dziób i leci. Trzymam je jednak w klatkach, bo nie jestem ich jedyną właścicielką. Czasem też się boję, że gdybym tak nagle zdecydowała się otworzyć wszystkie klatki, ptaki przysłoniłyby moje niebo i na zawsze zapadłaby ciemność. Taka ciemność, co niesie burze bez końca i strach i huk piorunów i gniew bogów.
Siedzę więc cicho. Upycham skrzynie-klatki z ptakami we wszystkie kąty. Każdy ptak ma kulę u nogi, żeby się nie wyrwał, kiedy się zapomnę, kiedy mam dosyć i kiedy mi źle i kiedy wszystkie klatki z hukiem lecą mi na głowę, a ja przytłoczona ich ciężarem, nie mam już sił na kolejne „powstań”. Czasem myślę ,że gdybym je tak wszystkie mogła oswobodzić uleciałabym lekka niczym wiatr, wolna.
Kiedy mam więcej sił układam i przestawiam klatki, zaglądam, sprzątam, porządkuję. Wygłaszam monologi, niczym aktor w teatrze obnażam tajemnicę przed nią samą. Udaje ptaka. To czasem przynosi ulgę.
Bo ja na co dzień gram. Jestem tirem tajemnic albo całym parkingiem. Moje ręce układają się w koła i pędzę po gorącym asfalcie. Wciskam pedał gazu, żeby przegonić czas i zagłuszyć rozedrgane i wystraszone ptaki. Pędzę przed siebie na oślep. Tak często skręcam nie w tą drogę, tak często gubię kierunki, tak często ocknę się w tak bardzo nieswoim miejscu, tak dużo czasu marnuję… Tylko po to, żeby je zagłuszyć, żeby jakimś cudem je zgubić, roztrzaskać o przydrożne drzewo, rozdeptać w rowie, cokolwiek. Brak mi tchu. Straciłam głos. Może na zawsze, żeby nigdy nie móc ich wykrzyczeć.
Czasem się boję, że nigdy nie będę sędziwą staruszką. Że zginę przygnieciona tirem tajemnic na zawsze uwięzionych w klatkach.
1 komentarz:
:-)
Prześlij komentarz